RSS a Google Reader

Do wpisu skłonił mnie Arvind na Blipie, kiedy zapytał czy wszyscy poza nim używają Greadera.
Faktycznie, kiedyś do czytania RSSów wystarczał mi czytnik w Firefoxie – najczęściej czytane kanały w folderze zakładki osobiste – raz dwa trzy i wiedziałem co chce przeczytać i czy chce przeczytać. Jak coś gdzieś zniknęło – nie było z tym problemu, po prostu nie przeczytałem tego. Później na bodajże Blipie właśnie pojawiła się #ankieta związana z RSSami. Nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ważne że uruchomiłem kolejną usługę Googla. Dodawałem kolejne kanały, kolejne źródła informacji i byłem zadowolony, bo teraz żadna informacja mnie nie omijała. Gwiazdki, udostępnianie – genialne, nieprawdaż? Szkoda tylko że czytnik nie najwygodniejszy.

I przed chwilą przyszło otrzeźwienie, po co mi to wszystko? Stałem się niewolnikiem informacji, RSS, Greadera. Czytanie kanałów które się powielają. Czytanie stron na których jest sporo fajnych notatek, ale których znajomość jest mi niepotrzebna. Opamiętaj się, Oleg. Wywal Greadera w kosmos, i wróć do tego co ma sens – kilka, naprawdę starannie wybranych kanałów. To co ważne, na pewno Cię nie ominie. A jak stracisz info o kolejnej modyfikacji gf9500 to świat się nie zawali.

  1. Tak z ciekawości – to ile miałeś kanałów, że taka masa informacji Cie przytłaczała? ;)

  2. Nie zrozumiałeś mnie. Nie chodzi o to że mnie informacje przytłaczały, tylko że przestałem nad tym panować, dodawałem wszystko co ciekawe. Po wczorajszym blogdayu dodałem 5 blogów, bo polecane. Chodzi o to, że nie warto dodawać wszystkiego jak leci do czytnika, aby nie stać się niewolnikiem informacji. Czytasz dziennie setki newsów – a to nie ma sensu.
    a kanałów miałem około 200, z czego część publikowała nawet 100 i więcej newsów dziennie.

  3. Ja do GoogleReadera nigdy się nie przekonałem z jednego powodu: brak w nim jakiegokolwiek filtrowania wpisów. Czytam np. LifeHackera, ale za chorobę nie obchodzą mnie wpisy dotyczące diety, ćwiczeń, mac OSa czy iPhone’a – a FeedReader noszony na dysku USB rozwiązuje ten problem.

  1. Na razie brak trackbacków