28 grudnia do końca…
29 grudnia
Pojechaliśmy do Camden Town.
Superowe miejsce, ulice pełne punka. Ludzie, muzyka – wszystko klimatycznie. Główne miejsce to The Camden Market. Zupełnie jak nasze bazary, ciuchy i bibeloty, tyle, że tutaj wszystko w stylu punk, raegge, trochę metalu. Pi zakochała się w kolorowych kaloszach, idealnych dla niej ;) Randall z kolei znowu porobił zdjęcia koszulek ;) Potem poszliśmy do Virgin Store, mieli Citizen Cope ale podobnie jak w Trocadero było drozsze niż w Polsce. Chyba za rok wyprawa do Stanów, tam będzie na pewno taniej, a może i na żywo uda się zobaczyć ;) Później poszliśmy na stacje metra zobaczyć jak to wygląda na żywo, wybór padł na Finsbury Park, bo tam na przystanku obok mieliśmy się spotkać z Tanim i Dag. Metro wygląda…zupełnie jak na filmach. Może trochę brakuje mu tej aury, jaka jest pokazana w filmach sensacyjnych made in usa, ale co tam. Potwierdziłem dziś swoja teorie, ze jeśli czarny ma iPoda to jest on koloru białego (iPod, nie murzyn). Potem długa wyprawa na zakupy w zupełnie inny rejon Londynu. Byliśmy w jakimś tam sklepie. I był to dziwny sklep. Z tanimi rzeczami, ale to, co wyprawiali tam ludzie… To dzielnica czarnych. Dominowali oni w sklepie, ale ich zachowanie przekraczało zachowanie ludzi. Brali rzeczy z polek i rzucali np. na ziemie. Syf, jaki panował w tym sklepie poraża mnie nawet teraz. Jeśli o Murzynów chodzi, to faktycznie – można zostać rasista jeśli się ich obserwuje. Są agresywni, zachowuja się jak bydło, i robią z siebie sieroty ”jest mi źle, bo jestem murzynem i dlatego mam gorzej w życiu”; z nietolerancji i nienawiści do siebie zrobili narzędzie ataku i walki. Generalnie są chyba najliczniejsza grupa w Londynie, jest ich więcej niż Azjatów. Ci z kolei są bardziej normalni, spokojniejsi… przystosowani do życia w nowych warunkach. Poddają się losowi, ale nie wiem czy to nie jest kwestia ich religii :> Sprzedawcy to przede wszystkim Turkowie, albo ktoś taki (w każdym razie Bliski Wschód). Małym przekrojem przez kulturę, a raczej wielokulturowość Londynu jest podroż autobusem od centrum do jakiejś wielonarodowej dzielnicy. Mnóstwo Polaków, zachowują się cicho, ale co jakiś czas znajdzie się sierota głośna i wulgarna, która skupia na sobie uwagę otoczenia. To niestety oni wyrobili nam nienajciekawsza opinie. Anglicy z kolei jako jedyni kasują bilety. My mamy bus passy, na tydzień, podejrzewam ze inni tez. Angole jada na czymś elektronicznym, po wejściu do autobusu musza tym pomachać przed kasownikiem. Wygląda to tak jak urządzenia do sprawdzenia cen w supermarkecie. Angole wyróżniają się w tłumie swoim wyglądem, swoją normalnością. Reszta tłumu świeci się, błyska i migocze od dodatków, albo generalnie maja jakieś dziwne rzeczy w wyglądzie. Anglicy ubierają się ekstrawagancko jak na polskie warunki, ale normalnie. Choć raz widzieliśmy grupkę 4osobowa może 15 nastolatków, którym było bliżej do występujących w ”Tokio Hotel” niż do ludzi…
Tani na obiad zrobił zupę. Wszyscy wiedzą że zupa to nie jedzenie, więc moją część zjadła Pi… Chyba albańska kuchnia to nie jest to co lubię :D
30 grudnia
Zakupy
Dzień spędzony na zakupach. Akurat są wyprzedaże *yay* wiec pewnie sądzicie ze kupiliśmy mnóstwo rzeczy? Nie :D kilka sztuk ;) Jest sporo niezłych rzeczy, ale a) najfajniejsze i tak są na Camden Town b) nie było moich ani Pi rozmiarów ;/ a był taki śliczny różowo-zielony sweterek który już mi się zdążył przyśnić…
W zasadzie cały dzień spedzilismy na zwiedzaniu sklepow które Dia (jak sama mowi) odwiedza się w ciagu 5 minut aaa, i syf w sklepach to norma – tam gdzie chodzi duzo Murzynek.
Zakupy upłynęły Nam w deszczowej atmosferze, wiec pozniej pognalismy do Zary gdzie już czekala Daga i Tani. Poszliśmy do pubu, gdzie wywiazala się burzliwa ”rozmowa” na temat Katowic. Szybko wróciliśmy do domu…
No dobra ale mamy już czerwie :P
ale trzeba miec czas na pisanie tutaj ;)
ale ludzie (ptaki) chciałby by od czasu do czasu coś poczytać :p
obiecuje poprawe :lol: